Blog Archives

Ograniczenia emigracyjne po wojnie

Tak w pierwodruku: trudno dziś ustalić, czy według danych, na których opierał się autor, oba odsetki kształtowały się identycznie. znacznie więcej: by mieć pełny obraz parcia chłopa polskiego do wydobycia się z zaklętego kręgu nędzy wioskowej, należałoby obok cyfr emigracji stałej uwzględnić jeszcze wychodźstwo sezonowe.

więcej

Masowy ruch chłopski socjalny i polityczny

Mimo to masowy ruch chłopski socjalny i polityczny nie zidentyfikował się dotychczas w Polsce z ruchem proletariatu miejskiego, pomijając sporadyczne wypadki. Ruch ten, jak wiadomo, płynie kilku łożyskami. Do niedawna było kilka obozów ludowych, a i dziś – aczkolwiek mamy do czynienia ze stronnictwem zjednoczonym – różnice między jego konserwatywną gburską prawicą i radykalną lewicą są znaczne. Ale – poza częścią służby folwarcznej, zorganizowanej zawodowo i politycznie przez socjalistów – najbardziej lewicowe odłamy obozu ludowego, te, które cieszą się poparciem małorolnych i reprezentują ich dążenia, mają z prawicowymi wiele wspólnego. Jest nim chłop- skość, wiejskość jednych i drugich. g

więcej

Odrodzenie się katolicyzmu w Polsce

Jest tu natomiast rzecz inna, którą, mimo dotkliwego braku szczegółowych badań, możemy zauważyć, jeśli się pilnie przypatrzymy. W odrodzeniu się katolicyzmu w Polsce polityka odegrała z pewnością wybitną rolę. Ale istotną przyczyną tego odrodzenia nie była ani polityka mająca na względzie interes państwa, ani polityka króla Zygmunta, ani nawet polityka Kościoła jako instytucji. Polska wciągnięta została w ogólny prąd kontrreformacji – przyłączyła się do uchwał soboru trydenckiego: oficjalni i półoficjalni agenci Rzymu rozwinęli w Polsce intensywną działalność, a jezuici zadomowili się w charakterze kaznodziejów, wychowawców i doradców politycznych. Wszystko to jest prawdą zarówno w odniesieniu do Polski, jak też do innych krajów katolickich. Wystarczy jednak przyjrzeć się faktom, choćby tylko najbardziej znamiennym, aby zauważyć, że owo uczestnictwo w nurcie kontrreformacji zbiegło się z rozwojem szlachty jako klasy. Szlachta zdobyła właśnie władzę tak nieograni- ozoną, że jeśli mówi się o dyktaturze klasy, to lulaj mamy jeden z jej najjaskrawszych przykładów. Mówimy tu o szlachcie posesjona-tach, która chętnie nadawała sobie nazwę „stanu rycerskiego”, a w rzeczywistości nie była niczym innym niż klasą ziemskich posiadaczy.

więcej

Droga przeobrażenia wsi polskiej

Praca to olbrzymia – kto wie, czy nie ponad siły jednego pokolenia. Praca sortowania, wartościowania, przetwarzania. Co więcej, praca w postępie swoim rozwijająca się pod znakiem sprzeczności zasadniczych. Z jednej bowiem strony wszyscy szermierze ruchu chłopskiego, kultury chłopskiej, zmuszeni są zwracać się twarzą ku przeszłości. Z przeszłości wykrzesać się starają wskazania na przyszłość. A widzieliśmy, przynajmniej usiłowaliśmy wskazać na to, że ta przeszłość jest w znacznej mierze przeszkodą na drodze przeobrażenia wsi polskiej z zabytku historycznego w organizm nowoczesny, zdolny żyć i prosperować w nowoczesnych stosunkach gospodarczych. Z drugiej strony ci sami szermierze okazują się pionierami przyszłości, są tymi właśnie w środowisku chłopskim, którzy usiłują weń wprowadzić nowoczesne zasady gospodarki, nowoczesne pojęcia, nowoczesną organizację życia produkcyjnego i politycznego. Sprzeczność ta zaznacza się na wszystkich polach i doprowadza zarówno do powstawania przedsięwzięć pod hasłami przeciwstawnymi, np. w dziedzinie literatury, jak również do tragicznych konfliktów, przypominających te, które cechowały okres romantyzmu mieszczańskiego. W rzeczy samej ruch ludowy w Pol sce, zwłaszcza ruch młodzieży !udowej przeżywa obecnie swój okres romantyzmu, rozumianego oczywiście nie jako prąd wyłącznie literacki, ale w ogóle duchowy. Nie jest rzeczą tego artykułu przewidywać, w jakim kierunku rozwinie się dalej.

więcej

ZAŁOŻENIA METODOLOGICZNE W BADANIU ROZWOJU SPOŁECZEŃSTW LUDZKICH

Zamiarem naszym jest nakreślić krótki zarys syntetyczny rozwoju społeczeństw ludzkich od chwili ich powstania aż do tej, w której na widnokręgu historii pojawiają się kultury, mogące być poczytywane za bezpośrednio poprzedzające kulturę naszą. Słowem, nie będzie to historia w znaczeniu potocznym i zresztą jedynie ścisłym: przedstawienie rozwoju ludzkości od czasów najwcześniejszych – do okresu, w którym kultura grecka zaczyna jaśnieć jeśli nie pełnym blaskiem, to w każdym razie wykazuje już te cechy oryginalne, które po dziś dzień stanowią dla nas jej wartość szczególną i dla których uznajemy w świecie helleńskim naszą wspólną praojczyznę kulturalną. Taka historia jest bowiem, zdaniem naszym, w ogóle niemożliwa. Historia – każda historia, jakkolwiek będziemy zapatrywali się na jej zadania i metody badawcze – jest wyjaśnieniem zmian zachodzących w określonym społeczeństwie ludzkim, ujętych z punktu widzenia kategorii czasu. Nie ma historii bez chronologii, choćby tylko względnej. Nie ma też historii rozwoju, jeśli brak przedmiotu zmieniającego się w czasie, a mimo to tożsamego w swej istocie. Nie jest zaś takim przedmiotem ludzkość. Termin ten – w tej mierze, w jakiej nie jest czysto przyrodniczym, gatunkowym lub moralnym – oznacza pojęcie metafizyczne, ród ludzki, genus humanum. Ludzkość jako rzeczywistość społeczna, a nie symbol słowny wartości moralnych, dotychczas nie istnieje. Istnieją tylko poszczególne grupy i związki grup, poszczególne kultury, z których każda obejmuje odmienny obszar przestrzenny i ma odmienne tempo oraz kierunek rozwoju. Grupy i kultury pozostają z sobą w stosunkach, krzyżują się, opanowują i przenikają wzajemnie. Jednak każda ma byt własny. Nawet obecnie, mimo ogarnięcia całej kuli ziemskiej siecią stosunków gospodarczych, stanowiących bądź co bądź jeden, aczkolwiek jeszcze dość chaotyczny system, nie można mówić o historii ludzkości współczesnej, a tylko o historii rozwoju i rozszerzenia się na cały świat międzynarodowego kapitalizmu, o wynikającej zeń funkcjonalnie polityki światowej wielkich koncernów i stojących na ich służbie mocarstw. Przewidywać wolno, że wyniknie stąd kiedyś ludzkość będąca jednym organizmem społecznym, żyjącym jedną zasadniczo kulturą. Wszelako przewidywanie, a tym bardziej przepowiadanie przyszłości, nie naszą jest rzeczą.

więcej

Człowiek jako istota współżyjąca z innymi ludźmi

Gdybyż przynajmniej znane nam z przeszłości i teraźniejszości grupy ludzkie wyszły były z jednego pnia wspólnego! Moglibyśmy wówczas ująć historię ludzkości jako historię zróżnicowania jednego pierwotnego gatunku. Ale człowiek pierwotny – naprawdę pierwotny – taki, który już był człowiekiem, a nie posiadał jeszcze żadnej kultury – jest historycznie niepoznawalny. Nie przesądzamy kwestii, czy anatomom porównawczym nie uda się kiedyś określić jakichś szczątków jako należących do takiego właśnie człowieka, i czy nie zdołają najdokładniej opisać go. Zależy to od postępów wykopalisk i antropologii. Znajomość jednak gatunku ludzkiego w postaci jego najpierwotniejszej sama przez się nie wyprowadzi nas z niepewności hipotez – w dzie- dzinę stwierdzonych doświadczalnie faktów. Choćby nawet kształt i pojemność jego czaszki w stosunku do innych części ciała, siła szczęk i charakter zębów pozwala] nam snuć wnioski o jego zdolnościach psychicznych czy rodzaju jego wyżywienia, nie będziemy wiedzieli nic o formie ani o treści stosunków łączących go z innymi, podobnymi do niego istotami, ani o jego wyobrażeniach i czynnościach.

więcej

Postulat o psychice ludzkiej

Badania ostatnich lat trzydziestu, zwłaszcza Lévy-Bruhla wykazały, że na różnych stopniach rozwoju kulturalnego, tj. społecznego, nawet logika formalna oparta jest na zasadniczo różnych podstawach, że w logice ludzi bliższych pierwotniści nie obowiązuje ani zasada tożsamości, ani zasada sprzeczności, że cale ich myślenie opiera się na zasadzie udziału i braku udziału. Tam nawet, gdzie na pierwszy rzut oka skłonni jesteśmy przypuszczać, że nie może nie być jednakowości – w dziedzinie liczenia oraz myślenia geometrycznego – obserwujemy fakty zmuszające nas do zupełnego poniechania postulatu jednakowości psychiki ludzkiej: liczby bywają jakościami, nie tylko ilościami, i bywają przede wszystkim jakościami. Jakościami są dwie zwrotne kalendarza, jakościami figury geometryczne – krąg, kwadrat, tetraed [7], kula – jakościami są kierunki przestrzeni. Tym bardziej różnią się w czasie i przestrzeni treści, bardziej intensywnie zabarwione wzruszeniowo: co dla króla Persów jest niewolą nieznośną – jest słodką wolnością dla Spartanina, i odwrotnie, co wolnością jest dla pracodawcy – niewolą wydaje się robotnikowi, np. zastosowanie liberalistycznej zasady nieograniczonej wolności indywidualnej w zawieraniu umowy o plącę.

więcej

Historia wynalazków – ciąg dalszy

Nie inaczej jest z odkryciami, nawet tymi, które dokonywają się na pograniczu tzw. nauki „stosowanej“ i tzw. „czystej“. Dość będzie wspomnieć o pobudzeniu chemików niemieckich do odkryć przez wojnę 1914-1918. A termochemia? Stworzył ją Berthełot i ogłosił światu. Ale jednocześnie z Berthelotem i niezależnie od niego pracował nad tymi samymi, co on, zagadnieniami Bun- sen, pracowali inni chemicy, i niewiele brakło już Bunsenowi do osiągnięcia wyników ostatecznych w chwili, gdy wystąpił Berthelot. Zagadnienia termochemii wysunęły się naprzód mocą samego rozwoju chemii i praca nad ich doświadczeniem, a przeto i samo rozwiązanie narzucało się jako konieczność. Biorąc rzecz historycznie, musimy mimo to uznać termochemię jako teorię – ogłoszoną w tej postaci, w której ogłoszona została – za wyłączne odkrycie Berthelota. Geneza tej teorii prowadzi przez Berthelota, jako przez szczególną osobowość badacza i twórcy teoretycznego, do odkryć w dziedzinie chemii i fizyki, dokonanych zarówno przez współczesnych mu, jak przez wszystkich poprzedników, aż do alchemików średniowiecznych i starożytnych włącznie. Niemniej – i tu ma zastosowanie niedopuszczalny dla historyka spójnik „gdyby“ – gdyby Berthelot nie był ogłosił zasad termochemii, gdyby np. uległ nieszczęśliwemu wypadkowi, gdyby pożar był strawił jego laboratorium w College de France wraz ze wszystkimi śladami jego długoletniej pracy, zasady termochemii byłyby mimo to ogłoszone. Ogłosiłby je Bunsen może w rok, może w dwa lata później, niewątpliwie w różnym nieco sformułowaniu będącym wyrazem odmiennej osobowości szczególnej, innym także ze względu na różność języków, którymi posługiwali się w swych !pracach Bunsen i Berthelot. Ale ogłosiłby.

więcej

DEFINICJA I KLASYFIKACJA FAKTÓW SPOŁECZNYCH CZ. II

Zastanowienie się nad nim przyczynić się może, jak sądzimy, skutecznie do innej niż potoczna oceny charakteru faktów społecznych i do należytego ułożenia ich hierarchii. Zbyt często opinia ma za głębokie, za zasadnicze to, co jest powierzchowne, co jest wtórne, co jest tylko przejawem dokonywają- cych się zmian, a nie tymi zmianami. Wprawdzie od półtora wieku najszersza nawet opinia nauczyła się mieć za istotne w życiu społeczeństw nie tylko sprawy czysto polityczne, sprawy władców i sposoby wykonywania przez nich ich władzy. Dostrzegamy np., że fakty gospodarcze rządzą najbardziej nawet władczymi jednostkami, choć niekiedy — nawet obecnie — zdarzają się nawroty do poglądów indywidualistycznych w historii i w ocenie chwili bieżącej.

więcej

Fakty uwzględnione przez Mauniera cz. II

W ciągu trzech ćwierci wieku plemiona tubylcze wysp Marquesas zeszły z liczby przeszło 20 000 głów na niewiele ponad 2000 i mimo usiłowań administracji francuskiej w kierunku zmniejszenia śmiertelności nie udało się zaradzić zanikaniu całego ludu. Odwrotnie zauważamy, że w pewnych warunkach rozrodczość rozbitków czy wymierających odprysków społeczności powiększa się nagle, przy czym powstaje grupa nowa, a nie prosty dalszy ciąg grupy dawnej. Fakt ten nbsprwnipmv »noUt—— ‚ ‚ 1 rębna od natury faktów czysto społecznych: ma ona swoje źródło w istnieniu zbiorowości ludzkiej i tym istnieniem jest uwarunkowana.

więcej