Chwała dawnych wypraw morskich i pamięć św. Olafa

Czyż bowiem chłopi szwajcarskich prakantonów (Urkantone) nie przechowują z pietyzmem tradycji rodowych: czyż na sosrębach nie rzezają dziedzicznych znaków własności, prawdziwych herbów chłopskich: czyż nie wspominają dotychczas przysięgi złożonej przez przodków na walkę z obcym władcą: czyż nie opowiadają legend o Tellu i Winkelridzie.

Podobnie w Norwegii i w Islandii nie zanikła w pamięci chłopskiej chwała dawnych wypraw morskich ani pamięć św. Olafa, chrystianizatora kraju i, według legendy, tamtejszego „króla chłopków“. Nie inaczej na naszym Podhalu, gdzie podania oplotły się wkoło postaci zbójnickich i gdzie Napierski nie jest zupełnie zapomniany. W Krakowskiem i Tarnowskiem chwalą się chłopi dotychczas Bartosem Głowackim, karmią się legendą racławickich kosynierów i niekiedy z pozorną zgrozą, zawsze jednak ze wzruszeniem wspominają rok czterdziesty szósty. Wszystko to prawda.

Zważyć jednak należy, że we wszystkich tych wypadkach mamy do czynienia z chłopstwem, które albo w zupełności wyzwoliło się i stało się reprezentatywną klasą społeczeństwa (tak jest w Szwajcarii, w Norwegii, w Islandii) albo też z chłopstwem, którego przynajmniej warstwa górna czuje się względnie pewna swego znaczenia, swojej siły społecznej, słowem z klasą, która nie tylko zdołała wyłonić z siebie chłopską arystokrację, ale w której ta arystokracja z jednej strony trzyma mocno w ręku uzależnioną od siebie chłopską masę małorolnych i bezrolnych, z drugiej – mało czuje się zagrożona w swym stanie posiadania przez obszarnictwo.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>