Kultura górna warstwy chłopskiej cz. II

Interesujących się tymi zjawiskami odsyłam do pracy Kłembukowskiego, która wkrótce ukaże się w druku pt. Wieś Mircze, (są w tej pracy dobre przykłady omawianych faktów), oraz do rozprawy Sroki o wsi Mikorzynki (ręk. w Archiwum Państwowego Instytutu Nauczycielskiego). siadnym: niczym owa szlachta z Pana Tadeusza, która siadała do obiadu według starszeństwa urzędu ziemskiego: na pierwszym miejscu pan podkomorzy, potem dopiero pan sędzia, a potem pan wojski. Podobnie u naszych chłopów: ojciec lub brat księdza obrazi się śmiertelnie, jeżeli posadzi się go niżej niż ojca lub brata pisarza prowentowego, gospodarz na jedenastu morgach z trudem daruje to, że go posadzą niżej niż gospodarza na morgach dziesięciu.

Sposób bawienia się, wydawania pieniędzy, okazywania gościnności jest wśród arystokracji chłopskiej ten sam, co u dawnej szlachty: „zastaw się a postaw się“ – to maksyma obowiązująca równie dobrze chłopa gospodarza – tego ziemianina na jednej wiosce. Zwłaszcza wesela, pogrzeby, stypy po nich, chrzciny bywają sposobnościami do okazywania hojności przechodzącej w rozrzutność do tego stopnia, że częstokroć koszty wesela przekraczają wartość posagu i wyprawy, i zmuszają gospodarza do zadłużania się powyżej wartości swego majątku. Nie mamy tu do czynienia li tylko z obyczajami przejętymi od szlachty, z pięciem się do poziomu tej szlachty, ale z cechami właściwymi warstwie opartej o posiadanie ziemi, prowadzącej gospodarkę w dużym jeszcze stopniu naturalną i obowiązanej względem klienteli. Podobnie zupełnie jak w Polsce dzieje się w Bretanii, gdzie na ucztę weselną, z konieczności urządzaną na świeżym powietrzu, zbiega się cała parafia i gdzie każdy przechodzień ma prawo jeść i pić razem z gośćmi. Uczty te gromadzą niekiedy kilkaset, a nawet ponad tysiąc osób – sąsiadów, mieszkańców parafii, żebraków z pól departamentu, a trwają one normalnie trzy dni. Gospodarz, który by przy takiej sposobności nie „postawił się“, byłby społecznie odpowiednio pomniejszony w oczach zarówno rywalizujących z nim gospodarzy innych, jak w oczach klientów własnych i cudzych. Klientela po prostu wymaga tej okazyjnej hojności. Bezrolny służy zamożnemu, daje się przezeń wyzyskiwać, ale uważa za swe prawo, by na weselisku, na stypie pogrzebowej, przy sposobności niektórych wielkich świąt dorocznych zasiąść przy stole gospodarza, jeść jego jadło, pić jego napój i być gościem, któremu usługuje gospodyni pytając go czy mu smakuje, „świadcząc mu godnie“.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>