LUDZIE ZBĘDNI W SŁUŻBIE PRZEMOCY

Słusznym, aczkolwiek symplistycznym W ujęciu jest pogląd, że drobnomieszczaństwo, zagrożone postępami proletariatu, dostarcza tzw. podstawy masowej faszyzmowi, będącemu formą ustrojową, w której wyrażają się najpełniej dążenia monopolistyczne kapitalizmu doby dzisiejszej. Jednakże – nawet po wprowadzeniu niezbędnych precyzji i poprawek, które by wymieniony pogląd podniosły do godności teorii – pozostanie w niej nie uwzględnione zagadnienie warunków zwycięstwa faszyzmu. A wiemy, że zdolny on jest zwyciężać nawet w krajach bogatych w proletariat wielkoprzemysłowy niezmiernie liczny, klasowo uświadomiony i doskonale zorganizowany. Byliśmy tego świadkami w Niemczech.

Nie mamy zamiaru rozważać na tym miejscu wszystkich tych warunków. Ograniczymy się rozmyślnie do omówienia tylko jednego z nich, zdaniem naszym bardzo ważnego, jeśli chodzi o materiał ludzki, z którego faszyzm wykuwa sobie narzędzie walki i zwycięstwa. Jest nim istnienie dostatecznie licznego „marginesu“ społecznego – by użyć !termiinoloigii Thrashera [11 – tj. dostatecznej liczby jednostek zdeklasowanych, nie mających określonego społecznego statutu, z punktu widzenia produkcji materialnej i intelektualnej uważanych za zbędnych i za takich uważających się.

Pojęcia marginesu społecznego nie należy mieszać z pojęciem lumpenpro- letariatu. Margines obejmuje bowiem jednostki i nawet całe grupy, których do lumpenproletariatu zaliczyć niesposób. Obok włóczęgów, obok ludzi żyjących z dorywczej pracy, a więcej z dobroczynności – mieszczą się na marginesie społecznym zawodowi przestępcy: mieszczą się także ludzie uczciwi, którzy, mówiąc potocznie, z jakichkolwiek powodów „nie znajdują sobie miejsca na świecie“: a więc zarówno młodzież z rodzin robotniczych daremnie poszukująca zatrudnienia, jak drohnoinieszczańscy dyplomanci szkól wyższych nie wiedzący co począć ze swymi dyplomami, czy poszukujący protekcji i pomocy zamożnych krewniaków wywłaszczeni ex-ziemianie z Ukrainy. Należą tu ci wszyscy, których zorganizowana społeczność traktuje jako darmozjadów i natrętów, których pomawia przynajmniej o nieuzasadnione ambicje lub niedołęstwo, a częstokroć o różne zdrożności, jako to o tzw. „kombinatorstwo“, wyłudzanie datków pod pozorem pożyczek, życie na pograniczu uczciwości i przestępczości – w każdym razie o pasożytowanie na organizmie !społecznym. Ileż to słyszeliśmy i nawet czytaliśmy oskarżeń pod adresem bezrobotnych, iż to swoje położenie traktują jako zawód, by nie pracując żyć z rzekomej łaski społeczeństwa! Zresztą nie przeszkadza to bynajmniej temu, że ta sama zorganizowana regularna społeczność może żywić i żywi uczucie litości w stosunku do ludzi marginesowych. Wymaga ona jednak, od nich uznania dla okazywanych „dobrodziejstw“ i oburza się, gdy obdarowywani stawiają wymagania. Jako przykład wystarczy przypomnieć oburzenie prasy warszawskiej na „krnąbność“ głodujących bezrobotnych, którzy ośmielili się uważać, iż wydawane im obiady są im należne, i wyrażali niezadowolenie ze złego gatunku rozdzielanych produktów spożywczych.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>