UWAGI SOCJOLOGICZNE

Ruchy chłopskie nie są nowością. Znała je starożytność, że wspomnimy tylko ruch galijskich bagaudów w III wieku po Chr. albo – powszechniej znany – ruch chłopów rzymskich za Grakchów. Znały je wieki średnie i epoka nowożytna: dość zacytować przykłady takie, jak wielkie wrzenia i powstania chłopów angielskich, francuskich, czeskich w wieku XIV albo niemiecką wojnę chłopską wieku XVI. Znamy je również ,z dziejów polskich: najsławniejszymi są tu: ruch Kostki Napierskiego i współczesne mu ruchy wielkopolskie w wieku XVII a bliżej nas krwawy rok 1846 w Galicji. Pomijamy wojny kozackie wieku XVII, ile że pierwiastek narodowy i wyznaniowy występuje tu w połączeniu z pierwiastkiem klasowym, zaciemniając go: nie tu zaś miejsce na dyskutowanie tego zagadnienia.

więcej

Układ sił wywołujących dalszy rozwój grupy

Wpływy zewnętrzne – że od nich zaczniemy – różnią się od siebie nie tylko natężeniem, ale także jakością, i wywołane przez nie zaburzenia układu nie mogą nie być jakościowe. Inaczej reaguje i reagować musi psychika zbiorowa na klęskę wywołaną długotrwałą suszą, inaczej na skutki morowego powietrza, inaczej na następstwa wojny i rzezi, chociaż w każdym z tych trzech wypadków wynikiem będzie głód i pomniejszenie ilościowe grupy. W pierwszym wypadku klęska spowoduje poszukiwanie środków zaradczych religijnych, magicznych, gospodarczych czy technicznych, zapobiegających suszy i zapewniających ziemi dostateczną ilość wilgoci. Rozwinie się magia zaklinaczy deszczu, suplikacje o deszcz zajmą niepomiernie wiele miejsca w nabożności powszechnej do tego stopnia, że w niektórych wypadkach troska o wilgoć z nieba zabarwi sobą wszystkie kulty, jak to stało się np. u Indian Zuni – mieszkańców suchego stepu Arizony: gdzie indziej znowu, jak w pozbawionych dostatecznej ilości opadów okolicach dolnego Eufratu i Tygru czy w dolinie Nilu – troska o dostarczenie zbożu wody doprowadzi do wynalazku sztucznej irygacji, która ze swej strony dla swego rozwoju będzie wymagać zmian zarówno w ustroju wewnętrznym grupy, jak w jej stosunkach zewnętrznych, zmian – umożliwiających zorganizowaną celową współpracę techniczną i gospodarczą. Natomiast zaraza wywoła innego charakteru zabiegi religijno-magiczne, inne zmiany gospodarcze, innego rodzaju i w innym kierunku zmierzające wyładowania niezadowolenia powszechnego. Podobnie jest i być musi z wynikiem działania każdej z osobna kategorii wpływów zewnętrznych, choćby działanie to objawiało się w grupach stojących na tym samym stopniu rozwoju, tym bardziej, że wyniki te różnić się muszą jakościowo także ze względu na różnice jakościowe otoczenia materialnego, w którym grupa żyje. Większość technik, jeśli nie wszystkie, powstała w ścisłej zależności od natury otaczającej, do której przystosowały się i przez którą zostały określone sposoby opanowania jej przez człowieka: każdy przyzna bez dalszego dowodu, ?e np. inna jest sama w sobie, jako też w oddziaływaniu swoim na sposób zasiedlenia, na ustrój, na prawodawstwo, na życie duchowe powstała w krajacłi, gdzie ryż dziko rośnie, technika uprawy zalewanych pól ryżowych, zgoła zaś czym innym rolnictwo zbożowe. Tym samym, na żadnym stopniu rozwoju nie może być jakościowo identyczny układ sił wewnętrznych powodujących rozwój. Inaczej rozwijać się musi grupa ludzka żyjąca przeważnie z pasterstwa, inaczej rolnicza. Będą i być muszą grupy, których kultura duchowa będzie miała znamiona więcej lub mniej mistyczne, więcej lub mniej artystyczne, więcej lub mniej intelektualne, i to przy skądinąd jednakim stopniu rozwoju ogólnego. Są to wnioski wysnute rozumowo. Doświadczenie potwierdza je w pełni. Porównanie znanych nam społeczności ludzkich i wytworzonych przez nie kultur zmusza do zarzucenia raz na zawsze poglądu, iż mamy do czynienia z ludami stojącymi na różnych szczeblach jednej drabiny. Wprawdzie stan ich odpowiada, jak zobaczymy dalej, różnym schematycznym etapom zmian, niemniej w każdym wypadku mamy przed sobą owoc rozwoju poszczególnego. Każdy lud, każda kultura jest czymś indywidualnym, wytworzonym przez historię indywidualną. Nie może przeto być mowy o przedstawianiu stanów, w których różne te ludy znajdujemy jako ogniwa jednego wspólnego dla wszystkich rozwoju historycznego. Gdybyż przynajmniej można było przypuścić choćby na chwilę jedną, że różne te ludy, różne kultury wywodzą się z jednego początku! Moglibyśmy postawić sobie jako cel ostateczny nakreślenie dziejów zróżnicowania i krzyżowania się w różnych momentach i w różnych miejscach tych rozgałęzień wyszłych z jednego pnia. Można by było zmierzać, jeśli nie do historii w znaczeniu ścisłym, wobec niemożliwości ustalenia jakichkolwiek podziałów chronologicznych absolutnych, to przynajmniej do genealogii nie tylko rasowej, ale także kulturowej poszczególnych grup ludzkich. Można by nawet, opierając isię na tzw. przeżytkach, usiłować uczynić coś więcej, mianowicie odtworzyć w zarysach najogólniejszych drogę, którą przebyły poszczególne rozwoje, zanim osiągnęły stan obecny.

więcej

Zahamowanie postępu protestantyzmu

Otóż właśnie od tego momentu lub może nieco wcześniej można zauważyć zahamowanie postępu protestantyzmu. Od roku 1573 reformacja stara się już tylko zachować swoje uprzednie zdobycze, a wkrótce poczyna je tracić – na długo przed wstąpieniem na tron Zygmunta III i nastaniem zapoczątkowanego przezeń systemu korupcji: nastąpiło to zanim jeszcze dały się odczuć skutki propagandy jezuitów, zanim ich świeżo założone kolegia wykształciły zastęp uczniów, dostatecznie liczny, aby zaważyć na opinii. Ową epokę charakteryzują ostateczne zwycięstwa szlachty folwarcznej, która pociągając za sobą szlachtę drobną rozszerza zakres spraw, wyłącznie przez siebie rozstrzyganych, utrwala się przy władzy i tworzy swą wszechpotęgę. Za króla Stefana szlachta opanowuje najwyższe sądownictwo – które dawniej stanowiło przywilej królewski, faktycznie zaś było w rękach magnatów – a w tym samym czasie dopomaga królowi i Zamoyskiemu poskromić arystokrację uosobioną przez Zborowskich i ich stronników. Z drugiej strony powierza ona swych synów na wychowanie jezuitom nie dlatego, iżby miała zaufanie do ich polityki – mówiliśmy, że odnosi się do niej z nieufnością – ale ponieważ na ich zakłady wychowawcze nie mają bezpośredniego wpływu ani magnaci, ani nawet biskupi. Przedtem młody szlachcic, który nie zamierzał zostać duchownym, a nie był na tyle zamożny, by móc wyjechać do Padwy, miał tylko jeden sposób zdobycia poloru i pewnego stopnia ogólnej kultury: mógł zaciągnąć się na służbę do świty jakiegoś świeckiego lub duchownego magnata. Utworzenie kolegiów jezuickich otwarło przeto licznym rzeszom szlacheckim nową drogę do wyzwolenia się spod kurateli arystokracji i to właśnie było najważniejszą przyczyną powodzenia kolegiów. Polemiści z obozu reformacji i z partii „polityków“ na próżno wołają, że edukacja jezuicka nabija głowy uczniów rzeczami zbytecznymi, że ich demoralizuje jako przyszłych obywateli, że zmierza do ustanowienia duchowej niewoli, do panowania tajemnej i nieodpowiedzialnej władzy. Od samego początku edukacja ta wywołuje w szlachcie prawdziwy entuzjazm, a wkrótce głębokie przywiązanie. Wytwarza się przekonanie nie dające się wykorzenić na przestrzeni prawie dwóch wieków, że o ile jest rzeczą stosowną, ażeby młody magnat wyjeżdżał na studia zagranicę, plebejusz zaś odbywał studia uniwersyteckie, o tyle synowi zwykłego szlachcica przystoi edukacja, jakiej udzielają jezuici. Utarło się to tak dalece, że za człowieka właściwie ukształconego uważany jest dopiero ten, kto uczęszczał do kolegium jezuickiego. Nie omylimy się wnioskując, że istniała zgodność między pewnymi ogólnymi tendencjami tej edukacji a tendencjami, które ożywiały klasę szlachty folwarcznej. Skoro jednak kierunek polityczny zakonu, nazbyt otwarcie sprzyjający absolutyzmowi królewskiemu, nie budził sympatii mas szlacheckich, nastrojonych republikańsko i dążących do utrzymania równości, przeto musiało 1u wchodzić w grę coś innego. Otóż nauki wpajane przez jezuitów szlachta interpretowała na swój sposób. Czerpała z nich uzasadnienie wszechwładzy klasy-suwerena, klasy analogicznej do ludu-suwerena Rzymian: szlachta istnieje z ustanowienia bożego, jej władza nad poddanymi, a przede wszystkim jej potęga w Rzeczypospolitej nie może ponieść żadnego uszczerbku. Każdy zamach na jej wolność jest bezwzględnie świętokradztwem, ponieważ szlachta jest z istoty swej suwerenem i ma sobie powierzoną misję obrony wiary: toteż jej katolicyzm jest sprawą klasy. Jest się katolikiem, ponieważ jest się polskim szlachcicem, jest się katolikiem siłą rzeczy, dlatego że jest to wiara ojców, a nie dlatego, że się rozważyło walory poszczególnych religii, nie wskutek porywów duszy. Religia staje się atrybutem szlachectwa, podobnie jak herby rodzinne, jak prawo głosowania, jak obowiązek stawania na wezwanie w wypadku powołania pospolitego ruszenia, jak wolność. Defensor fidei, eleclor regum, destructor tyrannorum — szlachcic wierzy, że jest tym wszystkim, gdyż jest szlachcicem, równym w prawach każdemu innemu szlachcicowi.

więcej

Kultura górna warstwy chłopskiej cz. II

Interesujących się tymi zjawiskami odsyłam do pracy Kłembukowskiego, która wkrótce ukaże się w druku pt. Wieś Mircze, (są w tej pracy dobre przykłady omawianych faktów), oraz do rozprawy Sroki o wsi Mikorzynki (ręk. w Archiwum Państwowego Instytutu Nauczycielskiego). siadnym: niczym owa szlachta z Pana Tadeusza, która siadała do obiadu według starszeństwa urzędu ziemskiego: na pierwszym miejscu pan podkomorzy, potem dopiero pan sędzia, a potem pan wojski. Podobnie u naszych chłopów: ojciec lub brat księdza obrazi się śmiertelnie, jeżeli posadzi się go niżej niż ojca lub brata pisarza prowentowego, gospodarz na jedenastu morgach z trudem daruje to, że go posadzą niżej niż gospodarza na morgach dziesięciu.

więcej

Fakty religijne

W rzeczy samej, w faktach religijnych ujawnia się wszędzie nie tylko wpływ, ale i czynne współdziałanie całej grupy społecznej. Ściśle mówiąc, nie ma indywidualnych czynności religijnych. Ofiara, wtedy nawet, gdy dobro jednostki jest jej celem oficjalnym, jest czynem społecznym. Nie tylko rytuał jej jest przepisany przez tradycję, ale ofiarnik jest wyznaczony przez społeczeństwo i to ostatnie jest zawsze fizycznie lub idealnie obecne przy obrzędzie. Miejsce ofiary, świątynia czy krąg wkoło ołtarza, reprezentuje terytorium grupy, a w religiach uniwersalnych — świat cały. Charakter społeczny ma nawet modlitwa. W religiach pierwotnych chór jest jedyną uznaną formą modlitwy, a w religiach, dopuszczających modlitwę jednostkową, skuteczność tejże dotyczy zawsze całej grupy wyznaniowej, choćby modlący się miał jedynie cele egoistyczne na oku. Teoretycznie modli się on zawsze nie tylko w swoim, ale we wszystkich współwyznawców imieniu.

więcej

Bogate mieszczaństwo sprzymierzeńcem magnatów w reformacji

Naszym zdaniem sprawa nie przedstawia wątpliwości. Mamy do czynienia z ideologią klasy, a nie ze szczerym, czystym zapałem religijnym. Reformacja w swym aspekcie kalwińskim jest religią na wskroś arystokratyczną. Otóż właśnie kalwinizm cieszy się wielkim powodzeniem wśród możnych panów polskich, nie zaś luteranizin, który daje poparcie sprzymierzonemu z mieszczaństwem absolutyzmowi panującego. Dla polskiej i litewskiej arystokracji kalwinizm był usprawiedliwieniem jej przewagi w państwie, a równocześnie orężem umożliwiającym pozbycie się konkurencji ze strony magnatów duchownych. Pozbawiona pod względem prawnym znacznej części swej władzy politycznej w Polsce, a zagrożona jej utratą na Litwie – arystokracja odkrywała w kalwi- nizmie sposób uzupełnienia braków swej potęgi. W Polsce kalwińskiej byłaby arystokracja nie tylko dysponentem znacznej części bogactwa narodowego, nie tylko klasą panującą dzięki swemu wykształceniu i tradycyjnej zręczności w polityce, ale również kierownikiem życia kościelnego. Solikowski miał niewątpliwie rację oskarżając ją o chęć ustanowienia oligarchii. Nie rozumiał jednak, że groźba oligarchii tkwiła nie w instytucji sedecemviratu złożonego z senatorów, ale w samej potędze klasy arystokratów.

więcej

Fakty społeczne różnicują się i całkują cz. III

Różnicowanie i całkowanie przybierają dwie postacie pozornie wyłączające się, naprawdę będące dwoma obliczami przeciwnymi i wzajem uzupełniającymi się przebiegu jednego. Jedną z tych postaci jest ewolucja — rozwój, drugą rewolucja — przewrót. Mówimy o rozwoju, gdy przemiany zachodzą powolnie, w sposób na pierwszy rzut oka niedostrzegalny, z zachowaniem przez czas dłuższy postaci zewnętrznej układu, aż wreszcie ta postać zewnętrzna zacznie kurczyć się i zanikać, podobnie jak z rozwijającego się kwiatu opadają zwiędłe pochwy pąka. Natomiast o przewrocie, o rewolucji mówimy, gdy sprzeczności zawarte w układzie faktów, wydobyte na powierzchnię dynamiką swoistą tego układu zaostrzają się do tego stopnia, że wszystkie funkcje grupy społecznej okażą się uzależnione od jednego z dwu przeciwległych biegunów. Następuje wówczas, rzec by można, zjawisko polaryzacji społeczeństwa. W wyniku mamy dwa nie dające się wzajemnie sprowadzić do siebie „porządki rzeczy“: układ dawny i układ nowy, z których jeden usuwa drugi. Ale to są różnice natężenia i tempa. Rewolucja nie tylko nie wyłącza ewolucji, ale jest zawsze dłuższej lub szybszej ewolucji wynikiem i daje początek ewolucji nowej. Nie było zresztą — i wątpliwe, by kiedy była — rewolucji, po której cały szereg zwyczajów, dóbr materialnych, norm estetycznych itp. nie przeszedłby w spadku do układu nowego w postaci nietkniętej przez przewrót, zmieniającej się ewolucyjnie. Odwrotnie, przebieg każdej ewolucji daje się rozłożyć na szereg drobnych, cząstkowych rewolucji, których nie dostrzegamy tylko dlatego, że są powszednie. Co chwila coś się załamuje i ginie, rozsadzone od wewnątrz albo zepchnięte z zewnątrz.

więcej

Opinia średniowiecznej szlachty

Króla będą strzegli i wolności pospolitej. To drudzy senatorowie będą jako malowani? I Ty, ziemianinie, milcz: lepiej ja wiem twoją wolność, a nie masz też na co pieniędzy wydawać, aż na ten nowy principatuml To ten nowy urząd będzie miał moc nad królem, nad senatorem, nad ślachcicem i nad wszystką Rzecząpospolitą? Cóż po królu, gdy go sedecemcir złożyć może? Panowie, panowie! …lepiej teraz temu zabieżeć, cum messis in herba estii [9h

więcej

Prawa człowieka powszechnie wzięte

Niemniej !rażącą wydaje się sprzeczność między określeniem praw narodów, którymi są „prawa człowieka powszechnie wzięte“ – a więc wolność, równość i własność – a twierdzeniem, iż „wojna jest ustawą Stwórcy“, mimo zastrzeżenia, iż chodzi tylko o wojnę obronną, taką, „której końcem jest ocalenie rodzaju ludzkiego“. Przecież o obronie „wewnętrznej“ praw obywatela mówi się, iż „tak być urządzoną powinna, aby nigdy ukazać się nie mogła groźną towarzystwa wolności“, powierzona być przeto powinna sądom, orze- ścią tego, co ją uprawia“, iż ziemia polska tylko do narodu polskiego należeć może, jak francuska, moskiewska czy niemiecka do Francji, Moskwy i Niemiec. Zacznie wreszcie obowiązywać nie tylko w teorii zasada, z prawa człowieka wysnuta, iż nikt, żaden naród nawet, nie może odstąpić drugiemu części swych obywateli, że „sejm najlegalniejszy tylko część narodu z swojego towarzystwa wymazać, ale oddawać w niewolę nie ma żadnej władzy“, uznane zostanie przeto, iż ratyfikowany przez sejm traktat podziałowy jest nieważny. W ten sposób Rewolucja Francuska wzmacnia w Staszicu nadzieje, które żywi jako filozof i jako patriota, i dostarcza mu argumentów nowych dla uzasadnienia dwóch postulatów politycznych, które przetrwają aż do odrodzenia Polski po wieku z górą: postulatu, iż odrodzić się ona może tylko przez moc, którą daje zjednoczenie w obywatelskiej równości, oraz postulatu całości rozszarpanego kraju.

więcej

Rousseau i rozprawa o nierówności ludzi

Przyznać trzeba, że Staszic swej analizy nie doprowadził do tego stopnia doskonałości, co np. Rousseau w swej rozprawie o nierówności ludzi24. Jest to niezaprzeczoną wyższością genewskiego filozofa. W całym jego dowodzeniu nie ma luk i opuszczeń, które znajdujemy u Staszica. Nie pisząc specjalnego dzieła, dotyczącego filozofii społecznej, napomyka zaledwie Staszic o wielu kwestiach pierwszorzędnych. Doszukując się zaś podstawy społeczeństwa nie zapuszcza się w zawiłe analizy psychologiczne, lecz wprost stawia hipotezę nie motywując jej szeroko.

więcej