Polska i walka o handel na Morzu Bałtyckim

Dotyczy to również spraw wielkiej polityki. Polska – wciągnięta w coraz bardziej zażarte wałki przeciw protestanckiej Szwecji i schizmatyckiej Rosji o panowanie nad ośrodkami handlu na wybrzeżach Morza Bałtyckiego, zagrożona stale ekspansją turecką, która w owym czasie podporządkowała Węgry władzy sułtanów, a przeciw której cesarstwo rzymskie wydawało się jakby naturalnym sprzymierzeńcem – potrzebowała bezwzględnie pokoju wewnętrznego, a przede wszystkim pokoju religijnego. Ale trzeba powiedzieć, że konfederacja z roku 1573 [el, zawiązana przez katolików i protestantów, nie zdawała się zabezpieczać tego pokoju w mniejszym stopniu niż jedność religijna, którą usiłował zrealizować Zygmunt III. Niewątpliwie, trzeba tu jeszcze uwzględnić schizmę wschodnią, którą Moskwa już wówczas usiłowała wykorzystać, aby Rzeczypospolitej przyczynić trudności na Litwie i w prowincjach ukraińskich. Ale czyż akt unii, zawartej w Brześciu między Kościołem greckim w Polsce i Kościołem rzymskim, podyktowany był naprawdę interesem państwa? Można co najmniej o tym powątpiewać. Faktem jest, że ta unia przyczyniła się walnie do rozgoryczenia przeciwko Polsce schizmatyków, którzy przedtem byli Polsce wierni, i ?e nie tylko nie doprowadziła do moralnego zespolenia ludności, lecz uwydatniła dzielące ją różnice. Jakże zresztą można poważnie przypisywać tym niezliczonym a dosyć ignoranckim rzeszom szlachty – która targowała się z królem o najmniejszy podatek, a w przeważającej większości słabo orientowała się w zagadnieniach polityki zagranicznej – tyle względów dla interesu państwa? Jeśli wówczas można znaleźć w Polsce kogoś, kto kieruje się racją stanu, to jest nim kanclerz Zamoyski i partia „polityków“, której przewodzi. Zamoyski jest właśnie tym, który uchodzi za katolika bardzo umiarkowanego, jest tym, który potępia wszelkie, najłagodniejsze nawet kroki, skierowane przeciw ludziom innego wyznania. Pragnie on zespolenia moralnego poza obrębem religii, jest zwolennikiem prawnej i rzeczywistej równości tych, których dzielą sprawy wiary. Jakkolwiek życzyłby sobie jednolitości państwa na platformie katolickiej, to przecież uważa ją za nie osiągalną i dlatego d»iala na rzecz pokoju religijnego. Nie sądzimy również, żeby główną przyczyną triumfu katolicyzmu w Polsce miała być – jak to przypuszcza Sobieski – potrzeba jedności moralnej, którą w państwie obejmującym tak różnorodne elementy miałby zapewnić katolicyzm dzięki swemu uniwersalistycznemu charakterowi. Protestantyzm miał lepiej jakoby być przystosowany do krajów etnicznie jednolitych, jakimi były księstwa niemieckie, Holandia, Anglia i kraje skandynawskie. Nie podejmując krytyki tej tezy, która wydaje nam się o wiele za śmiała, zauważymy jedynie, że gdyby nawet istniała wówczas potrzeba moralnego zespolenia, jest rzeczą nader wątpliwą, by spowodowały ją względy natury etnicznej. Sprawy etniczne zajmują tak mało miejsca w życiu XVI wieku! W owym stuleciu jest się szlachcicem lub plebejuszem, jest się rzymskim katolikiem, prawosławnym obrządku greckiego lub protestantem. Zapewne jest się również Polakiem, Szwedem lub Niemcem, ale te różnice nie mają nic wspólnego z odrębnościami etnicznymi, które nie wywierają jeszcze wpływu na politykę.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>