Rachunek sumienia publicznego

Przestrogi zgodne są więc z Uwagami zarówno w tendencji ogólnej, jak w zakresie poruszonych zagadnień i w sposobie dowodzenia. Zwrócone są pod tym samym adresem. Niemniej, są jednocześnie pismem odbijającym w wybitnym stopniu specyficzne zagadnienia chwili, w której powstały. Są aktualną publicystyką polityczną z ostatnich dni roku 1789, mającą źródło swe w sprawach będących podówczas na porządku dziennym.

Są – że tak rzekniemy – rachunkiem sumienia publicznego, zdaniem sobie i opinii sprawy z tego, co dotychczas dla naprawy Rzeczypospolitej zostało dokonane i co do dokonania pozostało. Staszic ujmuje w .system spoisty te wszystkie sprawy, które w sejmie i poza nim zaprzątały opinię w kolejności pojawienia się swego w czasie od chwili rozpoczęcia obrad, to jest przeszło od roku. Rozstrzygane od wypadku do wypadku, częstokroć pośpiesznie, zawsze prawie jednostronnie, bez wniknięcia w ich podłoże głębsze ani w możliwe skutki, dały w wyniku obraz prawodawstwa chaotycznego, niejednokrotnie sprzecznego z dawniejszym, a nadal obowiązującym, w szczegółach przeważnie nie uskutecznionego, bo niewykonalnego. Wprawdzie dobra wola znacznej części sejmujących nie ulega wątpliwości – przynajmniej Staszic wątpić o niej nie chce jawnie i, schlebiając szlachcie, przypisuje jej wszystkie cnoty – ale myśl mężów stanu, myśl rozważna, a zarazem śmiała, nie rozświetla drogi posłów i senatorów. A oto zapał pierwszych miesięcy grozi wygaśnięciem. Już po ostatniej limicie letniej wielu posłów nie powróciło do Warszawy. Niektórzy pozostali w domu z braku pieniędzy na kosztowny, a nieprzewidzianie długo przeciągający się pobyt w stolicy. Inni wręcz zniechęcili się: w pierwszej chwili szczerze i gorąco dźwigać zamierzali ojczyznę z upadku, uważają jednak, że dość uczynili uchwaliwszy wojsko stutysięczne, inne zaś reformy wydają im się wywrotowe: wszak do tego doszło, że szlachcicowi osiadłemu każe się płacić podatki, jakby plebejem był. Inni wreszcie po prostu zmęczyli się niezwykłym dla nich wysiłkiem. Nastrój to, na którym grać może z powodzeniem opozycja tych możnych, którzy do niedawna trzęśli Polską z pomocą moskiewską czy pruską. Zostali oni pobici, broni nie złożyli jednak. Siedzą po województwach i urabiają szlachtę, z zagranicy ślą do niej pisma sławiące wolność starodawną. Gdy zajdzie potrzeba, a czujność opinii zelżeje, potoczą się na nowo ruble i talary. Zasnąć gotowa szlachta, jak śniła wiek cały, w poczuciu spełnionego obowiązku, aż zbudzi się po niewczasie, gdy zaprzedana już będzie przez nowych Ponińskich.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>