Rewolucja Francuska

Co tylko w Europie czuje i myśli szlachetnie, wita też w Rewolucji Francuskiej jutrzenkę nowych, szczęśliwszych dni, zwiastuna czasów wolności i równości, pokoju i braterstwa. Nawet w Petersburgu na wieść o zdobyciu Bastylii ludzie nieznajomi padają sobie w objęcia i płaczą !ze wzruszenia. Zapewne, wolno podejrzewać, że !zachwyt to wmówiony, gdy chodzi o przedstawicieli narodu tradycyjnie upatrującego nieomal sobowtóra Boga w najdespotyczniej- szym !z monarchów’, w’ carze. Ale gdzie indziej zapał jest szczery. Jest nim we doić było jednego porywu tłumu. Jedno oświadczenie stanowcze wystarczyło, by przedstawicielstwo stanu trzeciego uznane zostało przez kraj cały za Zgromadzenie Narodowe, dzierżące pełnię władzy, zmieniające ustrój państwa od podstaw, żądające posłuszeństwa bezwzględnego od obywateli, od urzędów, od wojska, od samego króla. Król uląkł się bezbronnych, ale na opinii całego kraju opierających się adwokatów, burmistrzów, notariuszów i lekarzy. A gdy zamyślił cofnąć poczynione ustępstwa i rozpoczął ściągać wojska do Wersalu, by Zgromadzenie Narodowe rozpędzić silą i zdusić w zarodku próby oporu ludowego, zwyciężyły króla kobiety paryskie. Tłumnie poszły na Wersal, zaskoczyły i rozbroiły straże. Nie chciało wojsko bić się z bezbronnymi kobietami, a przekonane ich łzami, uśmiechami i wymową przeszło na ich stronę. Król wjechał do Paryża w otoczeniu tłumu kobiet z ludu, niby w triumfie, jako po- wrócony ludowi – naprawdę zaś jako zakładnik w rękach ludu. Oto jak wszechwładny jest lud, gdy go słońce wolności oświeci.

Zzłowiek staje się zły tylko wskutek panującej w społeczeństwie nierówności

A jaka w ludzie tym wspaniałomyślność! Prawdę mówili filozofowie, gdy twierdzili, że człowiek złym się staje tylko wskutek panującej w społeczeństwie nierówności i nieodłącznej od niej żądzy wywyższenia się i wzbogacenia. W tym ludzie, który dziś jest wszystkim we Francji, gdy wczoraj jęczał pod tyranią, nie przejawia się chęć pomszczenia wiekowego ucisku. I to mimo że despotyzm pożarł tyle ofiar, zamęczonych tak okrutnie. O ofiarach tych, dzięki pismom, głośno w całej Europie. Powtarzają sobie ludzie wieści o studniach pełnych brzytew, po których spadały w dół ciała nieszczęśników: mówią o stosach kości znalezionych w podziemiach zamków królewskich: mówią o znalezieniu spisów ludzi przepadłych bez wieści w czasach różnych: okazuje się teraz, że byli przez zbirów królewskich porwani i w tajemnicy zamęczeni albo zamknięci dożywotnio: a spisy te obejmować mają tysiące nazwisk. Wiemy dziś, jak bardzo wiele – nieomal wszystko – w wieściach tych jest z legendy: zdajemy też sobie sprawę z tego, jak legendy te powstać mogły wśród ogólnego podniecenia i jak rosły w miarę rozszerzania się. Ale świat ówczesny wierzy im – nie tylko Staszic, ale cała opinia oświecona, zarówno w Polsce, jak poza nią. Wierzy im tym bardziej, im są potworniejsze. Nie ma bowiem zbrodni, do której despotyzm nie byłby zdolny. Owszem, im zbrodnia większa, im więcej przemyślnego zwyrodnienia zawierająca, tym jest prawdopodobniejsza, bo tym lepiej odpowiada naturze despotyzmu. Nie ma „człowieka czułego’1, przenikniętego humanitaryzmem filozoficznym, który by sądził inaczej.

W jakiej zresztą mogli mieć cenie rządy absolutne – choćby najbardziej oświecone – ci, co od pół wieku patrzyli na straszne jego skutki zarówno dla rządzących, jak dla rządzonych? Oto dwór „wielce chrześcijańskiego“ Ludwika XV zamieniony przez króla samego w dom rozpusty. Francją rządzą królewskie kochanice, z najgorszych mętów społecznych wyłowione dla rozwiania królewskiej nudy, a kraj ugina się pod brzemieniem podatków, które nie wystarczają na utrzymanie zgrai faworytów i pochlebców. Króla duńskiego rozpusta i pi- i przez patriotyczną część sejmu i szlachty za swój przyjętym. Obecny ruch stanu miejskiego przyśpiesza programu tego realizację. Zorganizowany i kierowany przez Kołłątaja, Staszicowi zawdzięcza on pierwsze swe przebudzenie. Uwagi wywołały bowiem wrzenie umysłów nie tylko wśród szlachty, ale także wśród mieszczaństwa. Dziś istnieje już czynna opinia mieszczańska. Współdziała ona z opinią patriotycznego odłamu szlachty, by sejm nakłonić do przyśpieszenia naprawy Rzeczypospolitej. Współdziałanie to – tak ścisłe – to dla Staszica jeden więcej bodziec do czynu, to pociecha jego główna, która mimo tylu obaw pozwala mu ufać jeszcze w lepsze jutro Polski.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>