Szlachta i tytuł „obrońcy wiary“

To wszystko, rzecz oczywista, nigdy nie przeszkadzało mu płaszczyć się przed siłą i bogactwem: bez żadnych wahań wewnętrznych wysławia magnatów jako obrońców wolności przed knowaniami stronnictw opozycyjnych. Jednakże ta formula nie jest pozbawiona sensu. Wyraża się w niej kolektywne wyobrażenie równości i suwerenności klasy szlacheckiej. Szlachta czerpie z niego moc, która ją moralnie jednoczy, i nawet najpotężniejsi wiedzą dobrze, że aby zyskać poparcie mas szlacheckich, trzeba umieć potrącić tę czułą strunę. Im bardziej są oni tyranami w rzeczywistości, tym chętniej przejmują maniery mające świadczyć, że cenią równość szlachty i szanują jej wolność. Słowem, nawet metody, którymi posługuje się ich demagogia, polegają na uznaniu suwerenności stanu rycerskiego. Suwerenności tej przestrzegają najpotężniejsi panowie, gdyż uzasadnia ona ich istnienie jako przywódców równych sobie rzekomo mas szlacheckich.

Podobnie jest z tytułem „obrońcy wiary“, do którego szlachta rości sobie pretensje. Trzeba wyraźnie stwierdzić, że okazje do owej obrony nie są zbyt częste. W walkach Polski z Turkami i Tatarami biorą udział wojska najemne. Pospolite ruszenie, zwoływane w zupełnie wyjątkowych wypadkach, nie wyrządza nieprzyjacielowi wiele szkody. Jeszcze rzadziej przejawia się agresywność szlacheckiego katolicyzmu, jeżeli pominiemy sytuację, w jakiej postawił on greckich schizmatyków i antytrynitarzy. Lecz pierwsi są przeważnie chłopami i złe traktowanie, na jakie są narażeni, można uważać za przejaw stosunków między klasą szlachecką a klasą poddańczą. Co do drugich, są oni społecznymi rewolucjonistami, a kiedy w roku 1606 mówi się o ich wypędzeniu, katolicy i protestanci są jednomyślni. Poza tym widzimy wyraźną tolerancję. Ale wbrew temu, co się mówi na ten temat, nie trzeba się dać zmylić pozorom. Nie ma tu mowy o nowoczesnym liberalizmie. Szlachta katolicka nie wyłącza ze swej społeczności kalwinów, a nawet broni ich praw przed atakami jezuitów, ponieważ idzie tu o ludzi z jej własnej klasy i ponieważ boi się ona ponad wszystko mieszania się jakiejkolwiek władzy w wewnętrzne sprawy szlacheckie, choćby to miała być nawet władza królewska czy kościelna. Szlachta podejrzewa Kościół, że jego celem jest zniszczenie jej-suwerenności i zastąpienie jej suwerennością kościelną, oraz usiłuje, zresztą nie bez powodzenia, podporządkować sobie hierarchię kościelną czyniąc z niej swoje narzędzie. Szlachta uznała wprawdzie kanony soboru trydenckiego, ale nie zgadza się na wprowadzenie w życie tych spośród nich, które mogłyby rozszerzyć władzę Rzymu. Z drugiej strony, zastrzega wszystkie wyższe godności kościelne jedynie dla kandydatów ze swojej klasy, a za pośrednictwem króla i sejmu wywiera decydujący wpływ na nominację duchownych. Żaden biskup nic mógłby objąć w posiadanie swego urzędu wbrew opinii szlachty. W ten sposób Kościół w Polsce stał się w końcu – można by rzec – religijnym wyrazem szlachetczyzny.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>