Teoria Poniatowskiego

Tyle o Poniatowskim i reprezentowanym przezeń szczególnym odłamie „historycznej“ szkoły etnologicznej. Stanowiła ona, mimo wielu przeciwieństw i często wybuchających sporów, próbę zbudowania mostu łączącego etnologię z tzw. antropologią historyczną, względnie psychologiczną, doszukującą się u różnych ras ludzkich nie tylko różnic w mniej lub więcej sprawnym funkcjonowaniu mechanizmu psychofizjologicznego, zależnego od większej lub mniejszej wrażliwości tych czy innych zmysłów, predyspozycji do zabarwienia przedstawień bardziej wzrokowo, ruchowo, słuchowo lub węchowo – ale zakładającej, że poszczególne rasy mniej lub więcej są zdolne do wytwarzania poszczególnych typów kultury. Sądzę, że szkoda miejsca, by zbijać poglądy, według których zdolności państwowo-twórcze, szacunek dla prawa i brak zdolności artystycznych miałyby cechować jasnowłosych, niebieskookich i rumianolicych wysokich długogłowców, natomiast różniąca się od poprzedniej mniejszym wzrostem, krótkogłowością i szerszą czaszką, również licznie reprezentowana u nas rasa ma stanowić o wartości bojowej i o żywości umysłu narodu, podczas gdy śniadzi bruneci krótkogłowi, południowo-wschodni, mieliby być elementem z właściwości swych rasowych anarchicznym. Wystarczy zapoznać się choćby pobieżnie z historią przodków dzisiejszych Norwegów i Szwedów, wśród których najliczniej reprezentowana jest pierwsza z tych trzech ras, oraz z historią księstw, które w wiekach średnich rozwijały się na obszarze dzisiejszej Ukrainy, by przekonać się, do jak nieopatrznych uogólnień prowadzi teoria stworzona niegdyś przez Gobineau ku tym większej chwale arystokracji normandzkiej, z której pochodził ten świetny zresztą pisarz – teorii przystosowanej następnie do potrzeb grup dążących do panowania Niemców nad światem, a obecnie przejętej także przez niektórych naszych uczonych z tą oczywiście zmianą, że przedstawicielami najczystszymi owej rasy stworzonej do panowania nie są Germanie jako tacy, ale Polacy zachodni. Ale jeśli nawet pominiemy te kierunki szczególne, ułudą jest sama podwalina, na której historyczna szkoła etnologiczna wznosi gmach swoich teorii. Zakłada się, że każda „kultura“ stanowi nie tylko system związanych ze sobą organicznie elementów, co w pewnej mierze jest prawdą, ale że te z nich, które są istotne, nie mogą powstać inaczej, jak w związku z pozostałymi i nie mogą uniezależnić się i przeniknąć do środowiska innego. Topór miałby być do tego stopnia właściwy totemizmowi, że gdziekolwiek znajdujemy topory – wnioskować należy o wejściu grup niegdyś totemicznych w dzisiejszy skład ludności. Równie słuszny byłby wniosek wysnuty z częstego używania w Warszawie gramofonów, że Amerykanie ze Stanów Zjednoczonych – boć jednym z nich jest Edison – podbili Warszawę i że wśród warszawiaków jest duża ilość potomków owych najeźdźców.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>