Zapędy Konstansa i Konstancjusza

Okazało się jednak bardzo prędko, że zapoznawanie przeciwieństw niezdolne jest ich zagłuszyć, że głęboko w duszach zakorzenione idee rozstrzygają o kierunku wzruszeń i że czynnie wyrazić się muszą, choćby na tym ucierpieć miała równowaga i spokój powszechny.

Sami tej równowagi najbardziej powołani strażnicy, cesarze, coraz to wypadają z roli kierowników bezstronnych. Wspominaliśmy o zapędach Kon- stansa i Konstancjusza ku zgnieceniu pogaństwa, o wysiłkach Juliana zmierzających do upokorzenia i do wyplenienia chrześcijaństwa. Ale cesarze idą dalej. Mieszają się do spraw wiary. Ci dziedzice wszechwładzy boskiej pogańskich monarchów wschodnich i rzymskich imperatorów uważają się za panów nie tylko ludzi, ale i sumień. Rozstrzygają o dogmatach: w sporach, toczących się wewnątrz Kościoła pomiędzy prawowiernością a herezjami, stają to po stronie prawowierności, to po stronie herezji: uważają obstawanie przy innej wierze niż cesarska za jawny dowód nielojalności. Charakterystyczne jest przy tym, że na ogół pierwsi cesarze chrześcijańscy skłaniają się chętniej na stronę herezji ariańskiej niż na stronę katolicyzmu oraz że więcej okazują zapamiętania w prześladowaniu przeciwnego odłamu chrześcijan niż pogan. Bo też poganie nie są dla idei wszechwładzy cesarskiej niebezpieczni. Owszem, idea ta związana jest silnie z pogaństwem, wyrosła zeń. Dla poganina cesarz jest wcie- którzy nie mogą brać udziału w obrzędach pogańskich, są poganie, których nie można zmuszać do czczenia Boga chrześcijan. Z drugiej strony, jedność duchowa oddziałów wojskowych rzymskich, jedność, będąca warunkiem ich spoistości w obliczu wroga, wyrażała się zawsze w jedności kultu. Konstantyn znajduje wyjście. Rozkazuje, by raz na tydzień dowódcy zbierali wszystkich żołnierzy nie przy ołtarzu pogańskim, ani w kościele, bo to obrażałoby uczucia jednych lub drugich, ale w miejscu, gdzie i chrześcijanin, i poganin modlić się może – w czystym polu. Niedziela jest dla chrześcijan dniem Zmartwychwstania, szczególnie świętym, dla pogan zaś jest dniem Słońca, od czasów Au- reliana czczonego jako bóstwo opiekuńcze cesarza i państwa. Zbiórka odbywać się więc ma w niedzielę. Żadnych obrzędów, żadnych kapłanów, tylko przez dowódcę głośno odmówiona modlitwa, błagająca „Bóstwo“ – bez wymienienia jakie – o opiekę nad cesarzem, państwem i wojskiem. Podczas modlitwy żołnierze wznieść mają ręce błagalnie ku niebu. W ten sposób pozory jedności będą zachowane, a że jedni w duszy swojej będą modlili się do Boga chrześcijan Trójjedynego, a inni do Słońca Niezwyciężonego – mniejsza o to, byle modlili się jednocześnie i razem. Co więcej, sam cesarz Konstantyn, wyznający wiarę Chrystusa, zachowuje pozornie wszystkie tytuły i urzędy wzmacniające jego władzę wśród pogan. Nie tylko pozwala nazywać siebie dalej „boskim“ i nawet sam tak się tytułuje, nie tylko pozwala, by bóstwo jego czczono ofiarami i modłami, ale zatrzymuje godność „kapłana najwyższego“, zwierzchnika pogańskich kapłanów rzymskich. Chrześcijanin to – a z urzędu należy doń troska o to, by cześć starych bogów nie doznała uszczerbku. Otwiera sobory biskupów i uchwały ich zatwierdza, a w Rzymie mianuje kapłanów Jowisza, Marsa czy Kwiryna. Modli się w kościele, a dopuszcza, by w jego imieniu rznięto byki i zapalano ołtarze na cześć Słońca Niezwycięiżonego i Wielkiej Matki Idajskiej [3h Wprawdzie z następców Konstantyna dwóch pierwszych, cesarze Konstans i Konstancjusz okazują się gorliwymi chrześcijanami do tego stopnia, iż grożą gardłem każdemu, kto by śmiał czynić bogom ofiary: trzeci zaś, cesarz Julian, odnowiciel pogaństwa, nie tylko usuwa chrześcijan od wszelkiego wpływu na sprawy publiczne, ale nawet grozi odmówieniem pomocy przeciwko najazdowi barbarzyńców miastom, które grzeszą opieszałością w odnowieniu obrzędów pogańskich. W praktyce rzecz ma się jednak zgoła inaczej: i Konstans, i Konstancjusz tolerują opłacanie kapłanów pogańskich z kas publicznych, a nawet tolerują ofiary: widzimy, jak za Konstancjusza najwyższy urzędnik Rzymu, prefekt miasta, składa uroczystą ofiarę Kastorowi i Polluksowi i jak żadna kara nie spotyka go za to. A sam cesarz, mimo iż w edyktach swoich gromi „zabobon“, znalazłszy się w Rzymie, głównym tego zabobonu ośrodku, zabiega o pozyskanie sobie miejscowych pogan zwiedzaniem świątyń. Czyni to wprawdzie pod pozorem zainteresowań artystycznych, ale zręcznie rozpytuje się o historię świątyń i zawartych w nich świętości, odczytuje wypisane nad wejściem imiona bogów, zachowuje się tak, by lud miejscowy odniósł wrażenie, prawo posiadania i wkrótce zapisy i dary zaczęły sypać się tak obficie, że majątki Kościoła wzrosły ‚bardzo poważnie. Państwu chodziło o to, by Kościół, który utrzymywał ubogich, starców, sieroty, był dostatecznie zasobny. Ale jednocześnie obawia się ono, by dary i zapisy na rzecz Kościoła nie uszczupliły majątków prywatnych, podlegających opodatkowaniu. Musiał wreszcie sam cesarz, mimo że chrześcijaninem został, strzec, by nie zostało zakwestionowane w oczach poddanych nadziemskie źródło jego władzy, by przestając być wcieleniem boskim, nie stracić nic z uroku, który stanowił o uroku państwa.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>