Zmierzch idei powszechnej władzy świeckiej na Zachodzie

Inaczej na Zachodzie. Runęło tam państwo rzymskie pod naporem barbarzyńców. W miarę jak na gruzach jego utrwalają się założone przez nich królestwa nowe, idea cesarska idzie w zapomnienie. Ustępuje miejsca idei papieskiej.

Ta wyrasta naturalnie z istniejących warunków i tradycji chrześcijańskiej. Nie ma już bowiem – poza wspólnością wiary – żadnego łącznika między krajami i ludami świata zachodniego. Zachowała się wprawdzie dość długo w dawnych prowincjach rzymskich nazwa „Rzymianin“ dla odróżnienia ludności pochodzenia miejscowego od potomków najeźdźców. Ale nie wyraża ona żadnej wspólności, która by przekraczała granice poszczególnego królestwa. Określa jedynie stan prawny pewnej kategorii ludzi wewnątrz każdego z nowych związków politycznych, w odróżnieniu od stanu prawnego Wizygota, Burgunda czy Longobarda. „Rzymianin“ z Italii północnej, poddany króla Longobardów, jest prawie równie obcy „Rzymianinowi“ z Galii, poddanemu króla Burgundów czy Franków, jak rodowity Longobard rodowitemu Burgundowi i Frankowi. W końcu zaś zaciera się nawet i to rozróżnienie nazw, w miarę jak barbarzyńcy, którzy początkowo kraje podbite tylko zajmowali wojskowo, zrastają się z nimi, w miarę jak następuje wymiana obyczajów, języka, ludzi. Nazwa Frank czy Burgund przestaje oznaczać przynależność do plemienia panującego, a wyraża już tylko przynależność polityczną.

Sprzyja zaś temu – iz dawna, za czasów rzymskich jeszcze rozpoczęty, a teraz już zupełny – upadek ekonomiczny i kulturalny. Zamierają przemysł i handel, pustoszeją miasta. Człowiek po lat tysiącu powrócił do systemu gospodarki naturalnej lub niewiele bardziej złożonej. Czytać nie umie. Nie sięga wzrokiem poza granice najbliższej okolicy. I mimo że tytuł cesarza imponuje mu jeszcze, to tylko jako wyraz wielkiego wprawdzie, ale przeszłego blasku. Nie odczuwa potrzeby związku powszechniejszego niż okolicy najbliższej, a jeśli czci króla, to dlatego, że potrzebny jest ktoś, do kogo można się w razie potrzeby odwołać od wyroków miejscowego grafa. Owszem, choć z jednej strony królowi życzy potęgi, bo potęga ta to pokój i to pewność kary na możnych, woli króla krajowego niż cesarza powszechnego. Ten jest za daleki, do króla zaś łatwiej się dostać ze skargą czy prośbą. W końcu widzimy, jak na dawnych ziemiach rzymskich przeciwstawia się sobie kilka coraz to bardziej obcych sobie całości społecznych, z których każda żyje życiem własnym i dąży do wewnętrznego scalenia się wkoło dynastii panującej na określonym obszarze.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>